środa, 31 października 2012

7 sposobów na uzyskanie statusu bezrobotnego tłumacza pisemnego.


Tłumaczysz pisemnie dla biur tłumaczeń, masz za dużo pracy a biura nie uznają słowa nie? Na szczęście możesz z łatwością się ich pozbyć.

Bądź niepunktualny
Dla tłumacza, który nie dostarcza pracy w umówionym terminie nie ma wytłumaczenia. Rzecz jasna, nie piszę tutaj o drastycznych sytuacjach, gdy przykładowo tłumacz uległ wypadkowi i nawet nie miał szansy poinformować o tym fakcie biura. Natomiast nagminnie zdarza się, że osoby przyjmujące zlecenie ignorują wyznaczony termin, wpędzając biuro tłumaczeń w poważne kłopoty. Należy zdać sobie sprawę z faktu, że często biura podpisują ze swoimi klientami umowy. Częścią składową takich umów są kary umowne, naliczane między innymi na skutek opóźnionego dostarczenia pracy.  
Mogłoby się wydawać, że to zjawisko opóźnionego oddawania prac przez tłumaczy jest marginalne, ale mnogość tego typu skarg na tłumaczy na forach branżowych dowodzi, że ilość osób lekko traktujących swoje zobowiązania jest zatrważająca. Dość groteskowe okazują się także późniejsze tłumaczenia osób, które nie dotrzymały terminu.

Nie tłumacz się
Jeden z tłumaczy pracujący dla biura, z którym miałem przyjemność współpracować spóźnił się znacznie z oddaniem pracy. Na pytanie o przyczynę takiego stanu rzeczy odrzekł szczerze, że ‘nie mógł dotrzymać terminu, bowiem jego pies jęczał i domagał się spaceru’. W mniemaniu tego tłumacza, takie wytłumaczenie było wystarczające dla przeszło ośmiogodzinnego opóźnienia! Tłumaczenie posiadacza jęczącego psa wypada blado, przy sytuacji, którą poznałem przeglądając jedno z forum dla tłumaczy. Opisano tam drastyczną sytuację, w której naciskana przez klienta właścicielka biura tłumaczeń jakimś cudem zdobyła numer telefonu do rodziców tłumaczki, której zleciła pracę. Było to konieczne, bowiem tłumaczka najwyraźniej ‘zgubiła’ telefon. Od zrozpaczonych rodziców tłumaczki dowiedziała się, że tłumaczka dwa dni wcześniej zginęła w nieszczęśliwym wypadku drogowym. Wstrząśnięta nie kontynuowała tematu. Dopiero po kilku miesiącach od wydarzenia, wiedziona intuicją i ciekawością weszła na stronę internetową nieżyjącej już tłumaczki. Ze zdziwieniem zauważyła, że strona jest najnormalniej w świecie aktualizowana i tłumaczka ma się w jak najlepszej formie. Nie znam dalszego ciągu tej historii, ale ona doskonale obrazuje, do czego prowadzi niekompetencja ludzi, z którymi może nawiązać współpracę biuro.

Bądź niechlujny
Temat niechlujstwa tłumaczy jest tematem rzeką. Nie będę się skupiał nad merytorycznymi niedoskonałościami tłumaczy, bo o tym traktują liczne pozycje dostępne w księgarniach, autorstwa ludzi z pewnością dużo bardziej kompetentnych ode mnie. W tym wpisie bardziej chodzi mi o wizualną stronę oddawanych do klienta prac. Nieformalnym standardem jest oddawanie tłumaczenia w stanie możliwie jak najwierniej odzwierciedlającym oryginał dokumentu, nad który tłumacz pracuje. Jeżeli w tekście źródłowym znajduje się tabela o określonej ilości kolumn i linii, taka sama tabela wraz z tłumaczeniem powinna się znaleźć w przetłumaczonym dokumencie. Jeżeli tekst jest pisany czcionką Times New Roman, taką samą czcionką należy wykonać tłumaczenie. Jeżeli w tekście źródłowym jakiś fragment jest wytłuszczony, fragment tłumaczenia oddający znaczenie wytłuszczonego tekstu źródłowego również winien być wytłuszczony itp. Nie można oddawać do rąk klienta czegoś, co kompletnie nie nadaje się do użytku. Pokrzywionych tabel, w których tekst ‘ginie’, Brakujących (przeoczenie) fragmentów tekstu, nagłówków, które zamiast na górze strony znajdują się na dole, klient po prostu takiej pracy nie zaakceptuje. Nawet najlepsze od strony merytorycznej tłumaczenie dostarczone w nieakceptowalnej formie powoduje niską finalną ocenę jakości pracy z wszystkimi tego konsekwencjami. Z drugiej strony, z różnych przyczyn zdarza się, że nawet kiepskie tłumaczenie zyska akceptację klienta, jeżeli jego wizualna forma go zadowoli. Najwyraźniej mają rację specjaliści od marketingu skupiając się nad opakowaniem produktu, a niekoniecznie nad jego zawartością.

Rzecz oczywista, może się zdarzyć, że przesłany dokument źródłowy sam w sobie jest w fatalnym stanie. Częściowo nieczytelny, z ledwie widocznymi rysunkami lub danymi liczbowymi, których odczytanie sprawia wiele trudu. Trudno oczekiwać od tłumacza, aby w takiej sytuacji w dokumencie tłumaczenia dostarczył świetnej jakości rysunki.

Samodzielnie podejmuj ważne decyzje
W sytuacji opisanej powyżej, gdy tekst jest nieczytelny i nie gwarantuje uzyskania przyzwoitej jakości dokumentu docelowego należy jak najszybciej skontaktować się z biurem i ustalić zasady, na jakich zostanie oddane tłumaczenie. Być może biuro wynegocjuje z klientem, że tłumaczony dokument będzie dostarczony bez rysunków, a nieczytelne dane zostaną opatrzone stosownym komentarzem. Rozwiązań jest bez liku, ale wszystkie opierają się na rozmowie z biurem, dobrej i rzeczowej współpracy. Fatalna jakość tekstu źródłowego nie zwalnia tłumacza, który przyjął zlecenie, z odpowiedzialności za stan dostarczonego do biura / klienta tłumaczenia. W tym miejscu należy wspomnieć fakt, który może bulwersować tłumaczy. Zdarza się, że pracownik biura przesyłając dokument do tłumacza nawet go nie otworzy. Tym bardzie niezbędna jest prawidłowa komunikacja między tłumaczem a pracownikiem biura.

Nie korzystaj z modułu sprawdzania pisowni
Ostatnią rzeczą, o której wspomnę przy okazji tak pojmowanego przeze mnie niechlujstwa, jest niekorzystanie z modułu sprawdzania pisowni, wbudowanego w większość edytorów tekstowych. Konsekwentnie, nawet poprawne i schludne wizualnie dokumenty najeżone są tzw. literówkami, których spore nagromadzenie może być przyczyną niepotrzebnej reklamacji i kłaść się cieniem na reputacji tłumacza. Każdorazowo przed oddaniem finalnej wersji dokumentu należy bezwzględnie sprawdzić tekst z pomocą modułu sprawdzania pisowni. Warto też przypomnieć, że najpierw ten moduł należy odpowiednio ustawić. Edytor ‘Word’ najczęściej po zainstalowaniu ma zaznaczoną w ustawieniach opcję ignorowania wyrazów pisanych wielkimi literami.

Nie kontroluj, czy wysłany dokument dotarł do biura
Zdarza się, że wysłany dokument nie dociera do adresata. Może to być sprawka przeciążonego serwera, odczytania wiadomości przez program jako wiadomości typu SPAM, ale może to być także efekt przemęczenia tłumacza, który zasnął na klawiaturą zanim jeszcze zdążył nacisnąć przycisk ‘wyślij’. Koniecznie należy ustalić zasady potwierdzenia odbioru dokumentu z klientem. Dobrze zorganizowane biura natychmiastowo potwierdzają odbiór dokumentu, co świadczy o ich zaangażowaniu i szacunku dla wysiłku tłumacza.   

Ale przede wszystkim ignoruj wiadomości e-mail i nie odbieraj telefonu
W sytuacji, gdy biura próbują skontaktować się z tłumaczem, który mimo upływu ustalonego terminu nie oddał pracy, część tłumaczy nagle nabiera wody w usta, nie odpisuje na maile i przestaje odbierać telefony. Nie chciałbym osobiście znaleźć się w sytuacji, gdy z jednej strony klient dopytuje się od stu-stronicowe tłumaczenie, które miało być do klienta dostarczone o godz. 9.00 podczas gdy od trzech godzin tłumacz nie odbiera telefonów i nie odpisuje na wiadomości. Pół biedy, jeśli wykończony nocną weryfikacją śpi sobie smacznie. Gorzej jeśli okaże się, że rozmyślił się ze zlecenia i nie raczył poinformować o tym biura.

Jak widać, jest mnóstwo sposobów na pozbycie się niewygodnego klienta. Gwarantuję wysoki poziom ich skuteczności, zdecydowanie wyższy, niż poziom skuteczności propozycji pozyskiwania klienta. 

wtorek, 23 października 2012

Po pierwsze specjalizacja. Cykl mini poradnika dla początkujących tłumaczy.


Praca tłumacza wymaga nieustannego rozwoju, w codzienny grafik należy wpisać czas na zgłębianie wiedzy dotyczącej dziedzin, które ze względu na specjalizację pozostają w obszarze zainteresowania danego tłumacza.  


Dziedzina tłumaczeń pisemnych zdecydowanie wymaga specjalizowania się w wybranych kilku obszarach tematycznych. Z pewnością dobry, wykształcony i ciekawy świata tłumacz jest w stanie przeciętnie poruszać się w 3 - 5 obszarach tematycznych tłumaczeń. Natomiast informację, że tłumacz jest w stanie przetłumaczyć każdy tekst można interpretować tylko w jeden sposób. Tłumacz, który tak siebie przedstawia, jest osobą absolutnie początkującą i jeszcze zupełnie nie zdaje sobie sprawy z realiów zawodowych oraz odpowiedzialności, którą może ponieść na skutek wadliwego tłumaczenia dokumentu.

Zgubna pewność siebie

Bardzo doświadczonego tłumacza również może cechować zbyt wysoki poziom pewności siebie, który może okazać się zgubny. Nawet w przypadku braku zleceń nie warto rzucać się bezmyślnie na głęboką wodę przyjmując tłumaczenie z dziedziny, o której tłumacz nie ma zielonego pojęcia. Co prawda, może się zdarzyć, że tekst zostanie przyjęty bez zastrzeżeń przez klienta. Nie oznacza to w żadnym przypadku, że tłumaczenie zostało wykonane poprawnie. Brak zastrzeżeń ze strony klienta równie dobrze może oznaczać, że po prostu nie zapoznał się jeszcze z treścią przetłumaczonego dokumentu, co wbrew pozorom często się zdarza. Brak reklamacji może również oznaczać, że klient nawet świadomy niedoskonałości tłumaczenia nie dba o to z różnych względów, co także czasem ma miejsce. Wystarczy wpisać w przeglądarkę internetową ‘karta charakterystyki produktu’ i wczytać się dokładnie w kilka dokumentów, które pojawią się wynikach. Klienci, którzy zlecili takie tłumaczenia prawdopodobnie zlecili tłumaczenie dokumentacji tylko i wyłącznie zmuszeni do tego przez stosowne regulacje prawne. Fakt, że wadliwie przetłumaczone dokumenty umieścili na stronach internetowych tylko potęguje wrażenie, że nikt odpowiedzialny ze strony takich przedsiębiorstw nie wczytał się w treść takich dokumentów uznając prawdopodobnie ich istnienie za niepotrzebny wymóg formalny. 

Tajwańskie wynalazki 

Równie dobrze można sobie wyobrazić, że tłumacz otrzymuje od firmy X, importera tajwańskich centrów obróbczych CNC instrukcję obsługi takiego urządzenia. Równie łatwo można sobie wyobrazić, że instrukcję na język angielski z języka tajwańskiego tłumaczył tajwański student mało zainteresowany jakością swojej pracy. W takiej sytuacji przyjęcie do tłumaczenia tekstu z języka angielskiego na język polski bez dogłębnej znajomości charakterystyki i sposobu działania takich urządzeń jest zadaniem karkołomnym i deprymującym. Jeżeli instrukcja nie jest opatrzona licznymi rysunkami wyjaśniającymi wątpliwą jakość tekstu zadanie jest niewykonalne, a tłumacz podejmujący się takiego zadania bardzo ryzykuje swoją reputacją, a nawet w skrajnym przypadku, zdrowiem i życiem ludzi, którzy będą później korzystać z instrukcji jego autorstwa.

Jest światełko w tunelu

Co jednak ma począć początkujący tłumacz, który do tej pory niewiele miał wspólnego z tłumaczeniami pisemnymi? Na pewno w pierwszej kolejności winien zrobić rachunek sumienia odnośnie tego, na czym się zna. Jeżeli potencjalny tłumacz interesuje się ekonomią i światem finansów, a nawet posiada kilka akcji w swoim portfelu inwestycyjnym, na pewno stanowi to podstawę do tego, by zmierzyć się z tekstem w podobnej tematyce. Jeżeli osoba, która chce podjąć się tłumaczeń pisemnych jest z zamiłowania sanitariuszem, bierze udział w praktycznych szkoleniach dotyczących ratowania życia i zdrowia ludzkiego i rozwija się w tym temacie, nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbowała zmierzyć z prostymi tekstami o tematyce medycznej. Podstawą jest w tym momencie poosiadanie ogólnej, ale głębszej od przeciętnej wiedzy z danej dziedziny. 

Wujek Google jest poręczny, ale ciocią gardzić nieładnie 

Innym pomocnym czynnikiem jest znajomość z osobami biegłymi w dziedzinie, w której tłumacz chce wykonać tłumaczenie. Jeżeli ojciec tłumacza jest inżynierem zajmującym się budową maszyn i wyraża chęć odbywania regularnych konsultacji, tłumacz może pokusić się o tłumaczenie instrukcji przenośnika taśmowego. Jeżeli ciotka jest doświadczoną kadrową, połączenie wiedzy językowej początkującego tłumacza z wiedzą cioci może dać efekt w postaci zupełnie poprawnego tłumaczenia z zakresu human resources. Oczywiście pod warunkiem, że wielogodzinna obecność cioci nie doprowadzi tłumacza wcześniej do rozstroju żołądka. 

Sprzężenie umiejętności językowych tłumacza z wiedzą praktyka jest nieocenione.
W wyżej opisany sposób można powoli i ostrożnie budować podstawy merytorycznej i językowej wiedzy tłumacza. Porywanie się z przysłowiową motyką na księżyc nikomu nie służy. Zwłaszcza w przypadku pierwszego kontaktu z nowym klientem, jakość wykonanej pracy ma kluczowe znaczenie. Należy dołożyć wszelkich starań, aby zbudować wrażenie osoby kompetentnej, solidnej i słownej. Potencjalna reklamacja w przypadku jednego z pierwszych zleceń od nowego klienta praktycznie eliminuje go z grona trudno pozyskanych klientów.

Fajrant koledzy

Z powyższych rozważań wynika, że tłumacz powinien być osobą wykształconą, nastawioną na nieustanny rozwój i ciekawą świata. Osoby, które preferują w ramach relaksu balowanie z przyjaciółmi do samego rana, oglądanie licznych kryminałów w telewizji czy wielogodzinne spacery z czworonogiem nie będą dobrymi tłumaczami. Dociekliwość, nieustanne czytanie, pogłębianie wiedzy - tego procesu nie da się zamknąć w ustawowych ośmiu godzinach dniówki. Chociaż dobra znajomość języka jest podstawą zawodu tłumacza, jest jedynie warunkiem koniecznym ale bynajmniej nie wystarczającym.

Na skutek otwarcia granic Unii Europejskiej blisko dwa miliony ludzi wyjechało w poszukiwaniu pracy do Wielkiej Brytanii oraz innych krajów. Powracające z emigracji tłumy cechuje całkiem przyzwoita znajomość języka. Na tej podstawie część tych osób wpada na pomysł, że zajmie się tłumaczeniem tekstów, uważając swoją znajomość języka za zupełnie wystarczającą. Nie wnoszę zastrzeżeń co do wiedzy językowej części tych osób, ale z powyższych rozważań można wysunąć wniosek, że nawet wieloletni pobyt za granicą nie stanowi wystarczającej podstawy do podjęcia pracy w zawodzie tłumacza pisemnego.
Każdy profesjonalny tłumacz pisemny zdaje sobie sprawę ze swoich niedoskonałości na polu wybranych dziedzin oraz wagi znajomości tematu, którego dotyczy dane tłumaczenie. Konsekwentnie, tłumacze specjalizują się w wybranych kilku dziedzinach i odmawiają wykonywania tłumaczeń z innych dziedzin. 

Wiedza w pigułce 

Podsumowując - nieustanne i regularne pogłębianie wiedzy z dziedziny tłumaczeń, w których tłumacz się specjalizuje jest nieodzownym elementem pracy. Początkujący tłumacz winien szczególnie uważnie dobierać dziedziny tłumaczeń, których się podejmie. Dobrym pomysłem jest współpraca z ludźmi, którzy posiadają odpowiednią wiedzę w danej dziedzinie i zgadzają się na częste konsultacje w tym zakresie. Ponad wszystko należy mieć świadomość, że wadliwie wykonane tłumaczenie może skutkować w skrajnym przypadku nawet zagrożeniem życia ludzkiego a autor tłumaczenia może ponieść tego pełne konsekwencje.

wtorek, 16 października 2012

Archiwum X. Cykl mini poradnika dla początkujących tłumaczy.


Co powinien wynieść z domu tłumacz, gdyby jego dom stanął niespodziewanie w ogniu? Biżuterię, schowaną pod parkietem, skrytkę z obcą walutą? Ja z pewnością chwyciłbym twardy dysk z zapisanym archiwum.

Archiwum tłumacza

W moim archiwum zapisuję każdy jeden dokument dostarczany do moich klientów, opatrzony datą wysłania dokumentu. Tylko w okresie ostatnich dwóch lat znalazło się tam około 1000 dokumentów. Już sama liczba dokumentów wskazuje, że nie jestem w stanie pamiętać każdej oddawanej przeze mnie pracy. W takiej sytuacji proszę sobie wyobrazić, że dwa miesiące po oddaniu pracy do klienta otrzymuję reklamację. Wczytując się w fragmenty oznaczone jako wadliwe przyznaję klientowi rację, dziwiąc się jednocześnie, że mogłem dopuścić się tak karygodnych zaniedbań. Uratować mnie może tylko i wyłącznie moje archiwum. W dobrze prowadzonym i opisanym archiwum znajdę wysłany plik z łatwością. Równie z łatwością mogę udowodnić, że tekst wysłany przeze mnie do klienta był różny od tekstu, który jest przedmiotem reklamacji. Innymi słowy, że ktoś inny ingerował w tekst dostarczony przeze mnie. W sytuacji braku archiwum pozbawiam się takiej możliwości i w opisanej sytuacji złożenia przez klienta reklamacji poniosę jej konsekwencje.

Nie straszny nam KRS

Oczywiście, prowadzenie archiwum nie służy tylko i wyłącznie obronie przed nieuzasadnionymi reklamacjami opartymi o zmiany w tekście, które naniosła inna osoba w cyklu obiegu dokumentów. Posiadanie własnego archiwum zapobiega również powielaniu raz już wykonanej pracy. Doskonałym przykładem niech będzie zlecenie tłumaczenia dokumentów KRS spółki. Najczęściej dokumentacja taka jest przesyłana do tłumacza w dość opłakanym stanie i w formie nieedytowalnego dokumentu. Zwykle jest to skutek niedbale wykonanego procesu skanowania dokumentu, który sam w sobie jest rozbudowany i składa się z licznych tabel i podgrup. Praca nad takim dokumentem jest uciążliwa i czasochłonna. Rysowanie wszelkiego rodzaju tabel w edytorach tekstowych zabiera częstokroć dużo więcej czasu niż sam proces tłumaczenia. Szczęśliwie, dokumenty urzędowe, za pomocą których spółki rejestrują się w Krajowym Rejestrze Sądowym nie ulegają często zmianie. Konsekwentnie, sam druk pozostaje taki sam, a treść zmienia się nieznacznie. Posiadając raz już przetłumaczone dokumenty urzędowe na potrzeby rejestracji spółki w KRS, przy kolejnym tego typu zleceniu wystarczy tylko dokonać niewielkich zmian w tekście dotyczących czy to udziałowców w spółce czy klasyfikacji działalności spółki. W najgorszym razie, tłumacz poświęci na aktualizację dokumentu 20% czasu potrzebnego na tłumaczenie rzeczonej dokumentacji po raz pierwszy. To bardzo mocny argument przemawiający za prowadzeniem czytelnego i rozległego archiwum.

Bank tłumaczeń

Może także dojść do sytuacji, gdy klient po prostu zgubi lub utraci dostarczony do niego dokument. Tłumacz dysponujący archiwum na potrzeby klienta w kilka sekund odnajdzie niezbędną dokumentację budząc tym samym uznanie klienta. Osobiście pamiętam klienta, który będąc już w Chorwacji, na kilka godzin przed ważną rozmową ze swoim potencjalnym kontrahentem uświadomił sobie, że nie wziął nośnika pamięci z zapisanym dokumentem. Na domiar złego, osoby mające dostęp do tych danych były w tym dniu niedostępne. Klient zadzwonił do mnie z pytaniem, czy posiadam jeszcze przetłumaczone dla niego dokumenty. Nie trzeba tłumaczyć, że ulga i wdzięczność klienta były ‘bezcenne’.

Jak prowadzić archiwum?

Archiwum doskonale spełnia swoje zadanie, pod warunkiem, że prowadzone jest w sposób czytelny i umożliwiający szybkie odszukanie dokumentów.

W tym miejscu warto wspomnieć o dobrej praktyce dotyczącej dostarczania klientowi wykonanego tłumaczenia. Otóż oddawany dokument powinien nosić taką samą nazwę jak dokument źródłowy oraz informację na temat języka, w którym jest spisany dokument. Przykładowo, plik źródłowy o nazwie KMBT-020-OW4 po odesłaniu klientowi winien nosić nazwę EN_KMBT-020-OW4 lub KMBT-020-OW4_EN. Dzięki tej konwencji klient nawet bez otwierania pliku doskonale wie, z jakim dokumentem ma do czynienia. Jest to wbrew pozorom istotna kwestia. Wystarczy wyobrazić sobie, że nasz klient to przedsiębiorstwo, które zajmuje się importem kosiarek. Łatwo sobie wyobrazić, że w zależności od sprowadzonego typu kosiarki klient będzie potrzebował instrukcji obsługi tego urządzenia. W takiej sytuacji, zapisanie oddawanego klientowi pliku w formie, przykładowo, PL_instrukcja kosiarki uda się tłumaczowi tylko raz. Kolejnej instrukcji innej kosiarki nie zapisze przecież tak samo, zwłaszcza, jeżeli do tłumaczenia otrzyma na raz trzy podobne instrukcje.

Informacja rządzi światem

W archiwum plik zapisywany przez tłumacza można poszerzyć o drobne informacje, które ułatwią w razie potrzeby jego wyszukiwanie samemu tłumaczowi. Łącząc dwa powyższe przykłady zapisywania pliku, tłumacz może zapisać oddaną instrukcję w archiwum w taki sposób: PL_KMBT-020-OW4_instrukcja kosiarki nr LM5 (22.10.2009 dla kosiarkowo sp. z o. o.). Chociaż taki opis wydaje się bardzo rozbudowany, zawiera mnóstwo informacji, które ułatwiają jego wyszukanie w przyszłości. Instrukcję można dzięki temu wyszukać w archiwum zarówno po nazwie pliku źródłowego, jak i po tematyce tłumaczenia, dacie jego dostarczenia do klienta, która nie musi być równoważna z datą wprowadzenia pliku do archiwum, a także po nazwie przedsiębiorstwa, dla którego wykonano tłumaczenie.

W tym miejscu ktoś mógłby stwierdzić, że przecież pliki automatycznie zapisywane są przez program pocztowy, z którego wysyłane są pliki do klientów. Co jednak począć, gdy zepsuje się maszyna, na której tłumacz wykonywał pracę? W takiej sytuacji grozi tłumaczowi utrata wszelkich danych, w tym również bezcennych danych o wykonanych tłumaczeniach. Wydaje mi się rozsądnym zapisywanie naprawdę ważnych danych na dwóch osobnych i niezależnych nośnikach. Tym bardziej, że koszt dodatkowego nośnika jest absolutnie marginalny w porównaniu z kosztem utraty cennych informacji. Pewnego rodzaju rozwiązaniem jest z pewnością takie ustawienie serwera poczty wychodzącej, by na serwerze zapisywana była cała wychodząca korespondencja (wraz z załącznikami). W ten sposób tłumacz zyskuje pewność, że nawet w sytuacji awarii urządzenia, na którym wykonuje pracę, efekty jego pracy będą mogły zostać odzyskane. Niestety, to rozwiązanie cechuje bardzo poważna wada. Uważny czytelnik na pewno domyśla się, że jest nią bardzo ograniczona możliwość wyszukiwania plików zarchiwizowanych w ten sposób. W praktyce, wyszukiwanie pliku na serwerze poczty wychodzącej ograniczone jest tylko i wyłącznie do wyszukiwania po dacie dostarczenia pliku do klienta. Nie będzie łatwo wyszukać pliku po nazwie pliku ani nawet po nazwie klienta. Teoretycznie można by do wyszukiwania wykorzystać adres mailowy klienta, ale w przypadku większych przedsiębiorstw korespondencja może być kierowana z przeróżnych adresów.

Warto zapamiętać

Podsumowując, uważam dobrze i czytelnie prowadzone archiwum zabezpieczone dodatkowo na nośniku zewnętrznym za bezcenne. W archiwum powinny znajdować się wszystkie dostarczane do klientów pliki. Pliki powinny być opatrzone symbolem języka, w jakim są wykonane. Zapisując pliki w domowym archiwum warto poszerzać opis pliku w sposób maksymalizujący możliwość jego odszukania. 

wtorek, 2 października 2012

Łut szczęścia, czyli tłumaczenie znalezione w sieci. Cykl mini poradnika dla początkujących tłumaczy.


Idąc ulicą możemy czasem potknąć się o błyszczącą monetę o nominale 5 zł. W każdym bądź razie mnie się to często zdarza, chociaż nominały niestety zazwyczaj są mniejsze. Zastanawiam się wówczas, jako to możliwe, że na bardzo zatłoczonej ulicy jestem pierwszą osobą, która zauważyła monetę.

Internet City

Internet potrafi być taką właśnie zatłoczoną ulicą , na której monety porozrzucane są dosłownie wszędzie. Wystarczy wspomnieć, że kiedyś do tłumaczenia otrzymałem dyrektywę unijną. Dyrektywy, jako dokumenty oficjalne są oczywiście tłumaczone ‘odgórnie’ i gotowe dokumenty można znaleźć na stosownych stronach internetowych. Omawiany przypadek jest żywym dowodem na to, że jeszcze przed rozpoczęciem pracy, zwłaszcza w przypadku większego objętościowo tekstu, warto chwilę poszperać w sieci.
Innym przypadkiem, który mogę wskazać, było pięćdziesięciostronicowe tłumaczenie instrukcji wyrzynarki. Wyrzynarka była produktem dużego przedsiębiorstwa. Po przetłumaczeniu połowy instrukcji znalazłem zdanie mówiące o tym, że instrukcje obsługi produktów firmy w różnych językach dostępne są na jej stronie internetowej. Bezproblemowo znalazłem przetłumaczoną już instrukcję. Tamto wydarzenie uświadomiło mi, że kilka minut eksploracji sieci Internet pozwoliłoby mi zaoszczędzić dwa dni ciężkiej, i w tym wypadku, niepotrzebnej pracy.

Wartość dodana

Oczywiście, powyższe przykłady nie oznaczają, że co drugi dokument, który dostaniemy do tłumaczenia, będzie dostępny w sieci. Niemniej jednak, korzystając z zasobów Internetu tłumacz może pomóc sobie również w inny sposób. Bardzo częsta zdarza się, że tłumacz dostaje do opracowania dokument w opłakanym stanie. Po kilkukrotnym skanowaniu, w formacie PDF dociera do tłumacza pokrzywiony, rozmyty, często nieczytelny. W pierwszym odruchu tłumacz ma ochotę skasować dokument lub wyrzucić go do kosza pomstując przy tym na klienta. Po chwili, dochodzi do wniosku, że poprosi klienta o czytelniejszy dokument. Niemal na pewno tłumacza czeka rozczarowanie. Bardzo rzadko się zdarza, żeby klient dysponował czytelniejszym dokumentem. Nawet jeżeli taki posiada, ale sprawa wymaga ponownego zeskanowania wielu stron, klient po prostu z ubolewaniem zaprzeczy możliwości udostępnienia nam dokumentu, którego stan nie będzie budził naszego zakłopotania. W tym przypadku zasoby sieci Internet mogą okazać się zbawienne. Mimo, że bardzo rzadko mamy szczęście odnaleźć przetłumaczony już dokument, bardzo często znajduje się tam lepsza wizualnie wersja tego, co mamy przed sobą. Zwłaszcza dotyczy to wszelkiego rodzaju instrukcji, oficjalnych dokumentów, wzorów a nawet gazet, których fragmenty klienci często przesyłają do przetłumaczenia.

Niewierność nie popłaca

Osobną i niezmiernie ważną kwestią jest wiarygodność dokumentów, których przetłumaczone wersje tłumacz znajdzie w sieci Internet oraz kwestia moralności. W końcu, tłumacz podpisuje się pod czyimś dziełem. W kwestii wiarygodności kwestia jest bardzo prosta. Dokument należy bezwzględnie sprawdzić, słowo po słowie, linijka po linijce. Wobec dokumentów tłumaczonych przez inne osoby należy zachować daleko idącą ostrożność. Z reguły nie wiemy, kto wykonał tłumaczenie i jaką sprawnością w zakresie tłumaczenia dysponował. W sytuacji, gdy odwrotne podłączenie przewodów w urządzeniu może doprowadzić do porażenia prądem użytkownika, odpowiedzialność, którą bierze na siebie tłumacz podpisując się pod dokumentem jest ogromna. Podpisanie się pod dokumentem, który tłumaczyła inna i nieznana nam osoba bez precyzyjnej kontroli tekstu nie jest odwagą a skrajną nieodpowiedzialnością. Przeglądając fora branżowe można natknąć się na opowieści osób, które poniosły konsekwencje swojej nieodpowiedzialności, lenistwa lub niedbalstwa. Co istotne, odpowiedzialność tłumacza nie zamyka się w kwocie, którą w formie wynagrodzenia otrzymał za daną pracę. Załóżmy sytuację, że w tłumaczeniu specyfikacji wozu strażackiego tłumacz popełnia omyłkę wpisując nr koloru RAL. Na skutek tej pomyłki, klient zamiast pomalować samochód na kolor czerwony maluje samochody na kolor różowy. W takim przypadku klient nie poniesie straty w wysokości kilkuset złotych, które zapłacił za tłumaczenie. Realna wartość strat może wynieść kilkadziesiąt tysięcy złotych i klient może, i ma prawo, dochodzić odszkodowania od tłumacza właśnie w takiej kwocie. Sądzę, że opisana sytuacja wyraźnie obrazuje skutki braku odpowiedzialności w podejściu do pracy tłumacza.
Podsumowując, warto przypomnieć, że w sieci Internet można znaleźć wiele dokumentów, czasami również te, które przyszło nam tłumaczyć. Co istotne, w sieci można odnaleźć po prostu czytelniejsze wersje dokumentów niż te, którymi dysponujemy. W przypadku odnalezienia tłumaczenia tego samego dokumentu, wykonanego przez inną osobę, dokument należy bezwzględnie i dokładnie sprawdzić.

Public relations niejedno ma imię

Pozostaje jeszcze sprawa relacji z klientem. Wskazanie klientowi faktu, że tłumaczenie znajdzie już gotowe w sieci, może spowodować, że klient pozostanie lojalnym klientem przez wiele następnych lat, doceniając naszą uczciwość. Tę kwestię zostawiam każdemu do samodzielnego rozważenia.