czwartek, 29 listopada 2012

Próba sił, czyli jak ugryźć próbkę


Po złożeniu oferty do biura tłumaczeń, tłumacz może otrzymać tzw. próbki tłumaczeniowe, mające na celu zweryfikować jego umiejętności. Część tłumaczy odrzuca taki sposób sprawdzania ich umiejętności, zamykając sobie drogę do współpracy z biurem. Dotyczy to zwłaszcza tłumaczy przysięgłych, którzy uważają próbę kontroli ich umiejętności za urągającą. Nie komentując tego faktu zwracam uwagę, że dzięki temu szansę dostają także zupełnie początkujący tłumacze.

Próbka próbce nierówna

Próbki tłumaczeniowe, to z reguły jeden lub kilka krótkich tekstów o różnej skali trudności, mające wykazać umiejętności tłumacza w danej dziedzinie. W przypadku próbki przysłanej przez wydawnictwo, tekst może być szerszy objętościowo i zawierać nawet kilka stron. Niemniej jednak przestrzegam przed wykonywaniem próbek, które są przykładowo całym rozdziałem książki.

Prezentuj broń

Próbki są w świecie tłumaczeń normą. Są pewnego rodzaju ‘rozmową kwalifikacyjną’, na której wypada pokazać się od jak najlepszej strony i tak też należy do zadania podejść. Wykonując próbkę należy zadbać o każdy najmniejszy szczegół, jakość naszej pracy będzie determinowała podjęcie lub niepodjęcie przez biuro/klienta współpracy z tłumaczem. Jeżeli próbka dostarczona jest z instrukcją, w jaki sposób należy wykonać i dostarczyć tekst, instrukcję należy dokładnie wypełnić. Nie ma miejsca na improwizację lub dowolność. Jest bodajże tylko jedno odstępstwo od tej reguły.

Śrutownica? Dziękuję, postoję

Jeżeli, dla przykładu, próbka będzie składała się z sześciu krótkich tekstów z różnej tematyki, z której dwa teksty pozostają poza obszarem specjalizacji tłumacza, tłumacz swobodnie może (a nawet powinien) pominąć oba nieleżące mu tematy. Oczywiście, odsyłając próbkę do oceny biura, należy dokładnie opisać, dlaczego pomięto dwa teksty. Nie należy się bać takiego działania. Umiejętność przyznania, że są obszary, w których nie wystarcza tłumaczowi wiedzy nie są powodem do wstydu. Takie informacje przekazywane do biura świadczą o dojrzałości i odpowiedzialności tłumacza.

Tłumacz daje pracownikom biura wyraźny i czytelny sygnał, że nie jest desperatem, który za wszelką cenę podejmie się każdego zadania nie bacząc na skutki potencjalnych błędów. Z całą pewnością pracownicy lub właściciele solidnego biura docenią taką osobę, zaś z niesolidnymi biurami współpracę po prostu odradzam.

Amber Gold w świecie tłumaczy
Pozostając w temacie próbek tłumaczeniowych należy wspomnieć o kwestii nieuczciwych biur. Może zdarzyć się, że tłumacz otrzyma w ramach próbki kilka, a nawet kilkanaście stron jednolitego tekstu. W takiej sytuacji można nabrać podejrzenia, że rzekoma próbka nie tyle jest próbką, co próbą wyłudzenia kilku lub kilkunastu stron tłumaczenia za ‘friko’. Rozsyłając takie ‘próbki’ do kilku tłumaczy, nieuczciwe biuro może zyskać bezpłatnie tłumaczenie całkiem pokaźnego dokumentu. 

Podsumowując, próbki są także okazją do nauki. Przeglądając zmiany i uwagi korektorów można poprawiać i modernizować swój warsztat. W moim przekonaniu to lepszy sposób na kształcenie niż popularne zdobywanie doświadczenia w ramach 'wolontariatu'.  


środa, 14 listopada 2012

Format PDF – Potraktuj Dokument Fortelem. Cykl mini poradnika dla początkujących tłumaczy


Klient płaci i wymaga. Przy okazji lubi też uprzykrzyć życie tłumaczowi, przesyłając dokumenty zamknięte w formacie PDF

Format PDF został stworzony po to, aby nie ingerować w zamknięty w tym formacie plik. Stąd, praca nad tego rodzajem plikiem jest utrudniona, zwłaszcza, jeżeli tłumacz chce (a takie jest często życzenie klienta) zachować jedność wizualną tłumaczonego dokumentu w dokumencie finalnym. Tłumacz nie musi w ułamku sekundy rozpoznawać wykorzystanych w dokumencie czcionek ani nie ma możliwości wykonania rysunków technicznych lub innych pojawiających się w tekście źródłowym zamkniętym w dokument formatu PDF. Oczywiście, można umówić się z klientem, że zadanie tłumacza będzie ograniczało się do przetłumaczenia treści dokumentu i wskazanie, gdzie w tekście winien znaleźć się rysunek. Niemniej jednak część tłumaczy radzi sobie doskonale z takimi dokumentami zwiększając w ten sposób swoją konkurencyjność.

Łatwo się domyśleć, że skoro zaistniała potrzeba ‘odszyfrowania’ dokumentu w formacie PDF, czyli jego konwersji do postaci edytowalnej, rynek odpowiedział na takie zapotrzebowanie. W sklepach oraz w sieci Internet dostępnych jest szereg programów, których zadaniem jest konwersja pliku PDF do postaci, w którą można ingerować (tzw. postać edytowalna). Nie trzeba wyjaśniać, że dzięki umiejętnemu wykorzystaniu tego rodzaju oprogramowania tłumacz przyśpiesza swoją pracę i podnosi wartość wizualną pliku finalnego. Problem nieedytowalnych plików jest mało palący, gdy dokument jest przykładowo dwustronicowym tekstem. Jednakże, gdy tłumacz ma do czynienia z wielostronicowym dokumentem naszpikowanym tabelami, rysunkami, mnogością zastosowanych czcionek itd. korzystanie z konwertera plików pdf może okazać się niezbędne. Osobiście korzystam z rodziny programów Abbyy FineReader.

Imagine there's no heaven – śpiewał John Lennon…

Najwyraźniej John Lennon też spotykał się z klientami, którzy nie dość, że do tłumaczenia oddają plik w formacie PDF, to zastawiają na tłumacza dodatkową pułapkę.
Sporadycznie może się zdarzyć, że przysłany dokument w formacie PDF jest zabezpieczony hasłem przed jego konwersją do postaci edytowalnej (tzn. po jego ‘wrzuceniu’ do programu konwertującego format pdf na format edytowalny należy podać hasło). Jest to zjawisko stosunkowo rzadkie. Niemniej jednak, bardzo często tłumacz przekonuje się o prawdziwości przysłowia mówiącego o tym, że ‘nieszczęścia chodzą parami’. Z reguły klient nie zna hasła odbezpieczającego plik. W takiej sytuacji przydaje się posiadanie drukarki z wbudowanym urządzeniem skanującym. Po wydrukowaniu, plik można zeskanować i tym razem z jego konwersją do postaci edytowalnej nie będzie najmniejszego problemu.

Problematyka rzucania kłód pod nogi tłumacza zanim ten jeszcze przystąpi do pracy jest wyjątkowo szeroka. Poważnym problemem dla tłumacza może się okazać wykonanie tłumaczenia pliku w formacie Excel lub Power Point. Dlatego mocno zachęcam do poszukiwania rozwiązań w sieci Internet, która obfituje w liczne programy ułatwiające tłumaczom życie (np. oprogramowanie, które jest w stanie przesłać tekst z prezentacji w formacie PowerPoint do edytora Word, a finalne tłumaczenie wyeksportować z powrotem do tego samego programu). 

Mógłbym pokusić się o stwierdzenie, że jeżeli tłumacz napotkał jakiś problem, problem ten został już rozwiązanych a informacji wystarczy tylko umiejętnie poszukać w Internecie. Do poszukiwania nowych rozwiązań zachęcam zwłaszcza osoby, które jeszcze nieobarczone dużą liczbą zleceń mogą poświęcić czas na takie działanie. Być może dzięki temu, po kilku latach pracy nie natkną się na rozwiązanie, którego wcześniejsze poznanie oznaczałoby oszczędność wielu godzin pracy!